Uffffffffff jak gorąco. Bardzo cieszy mnie słoneczna pogoda, z której staram się jak najczęściej korzystać, nie mniej jednak czasami przydałaby się chwila wytchnienia. Dla mnie jest to wypoczynek nad wodą lub godzinka z dobrą książką. Problemem mogącym popsuć wypoczynek mogą być puszące się włosy; wilgoć, słońce, wiatr czy woda potrafią sprawić, że w 5 min od wyjścia z domu z misternie ułożonej fryzury robi nam się okropne "coś".
W lecie, gdy włosy (przynajmniej moje) potrzebują troszkę mniej ciężkich kosmetyków, czasami trudno znaleźć mi złoty środek w pielęgnacji, a mianowicie co i ile nałożyć, żeby włosy były dociążone, lśniące, ale nie tłuste i oklapnięte.
Zawsze pomaga mi zasada, że lepiej nałożyć mniej i dokonać później korekty, niż przeciążyć włosy. Gdy jednak nie uda mi się to pierwsze, ratuje mnie zwilżony grzebień, którym delikatnie przeczesuje włosy (lub gdy mam puste opakowanie z dyfuzorem to skraplam je wodą), następnie zaplatam w warkocz na jakąś godzinkę i sytuację w moim wypadku można uznać za uratowaną. Gdy próbuję nowy kosmetyk lub gdy po prostu obawiam się że mogę przesadzić z ilością na próbę nakładam kosmetyk najpierw na końcówki, a po jakimś czasie gdy widzę co sądzą o tym moje włosy, dokładam go nieco wyżej.
W lecie na moich włosach jako produkt dociązający dobrze sprawdza się Joanna bez spłukiwania z lnem i rumiankiem, i tak jak nazwa wskazuje używam jej po umyciu na wilgotne włosy. Łatwo się ją nakłada i trudno przesadzić z ilością, nawet gdy początkowo myślę, że nałożyłam jej nieco za dużo, po jakimś czasie produkt wchłania się i po "tłustych kluchach" nie ma ani śladu. Nie twierdzę, że sprawdzi się ona u każdego, zwłaszcza, że zawiera Isopropyl alcohol, który po dłuższym czasie może powodować puch lecz dla mnie niejednokrotnie była wybawieniem. Równie dobrze działają na mnie mgiełki bez spłukiwania lub odrobina olejku na końcówki, ale to stosuję w ciągu dnia dla odświeżenia fryzury, gdy mimo wszystko na włosach zaczyna pojawiać się puch.
środa, 30 lipca 2014
poniedziałek, 21 lipca 2014
Recenzja: Tabletki Humavit skrzyp i pokrzywa
Tabletki te mają przyspieszać porost włosów, wzmacniać cebulki i chronić przed nadmiernym wypadaniem.
Jak jest w rzeczywistości?
Na początku nadmienię, że Humavit jest bardziej przyjazny w stosowaniu- wystarczą 4 tabletki dziennie (2 rano i 2 wieczorem), a nie jak to jest np. z Lewitanem gdzie trzeba połknąć aż 12.
Do plusów należy niewątpliwie również fakt, że 250 tabletek można łatwo dostać za ok 13/14 zł w każdej (lub prawie każdej) aptece.
Producent zaleca spożycie po lub w trakcie posiłku.
Produkt zawiera drożdże piwne oraz ekstrakty ze skrzypu polnego i pokrzywy. Krzem zawarty w skrzypie pomaga w utrzymaniu dobrego stanu skóry, włosów i paznokci. Pokrzywa pomaga w zapobieganiu i usuwaniu łupiezu.
Tabletki są stosunkowo małe i łatwe do połknięcia. Smak jest... dość wyrazisty ale nie tak nieprzyjemny jak w wypadku drożdży do picia.
DZIAŁANIE:
Na całe szczęście tabletki okazały się być bardziej skuteczne niż w przypadku tabletek Lewitana. Już po ok. 2 tygodniach używania zauważyłam zmniejszenie wypadania oraz ogólne wzmocnienie. Porost włosów przyspieszył się lecz mogła mieć też w tym udział wcierka Jantar dlatego nie jestem w stanie dokładnie Wam sprecyzować ile w czasie kuracji moje włosy urosły. Na pewno jednak pojawiły się nowe bejbiki a paznokcie na nowo stały się mocne i długie. Na pewno jeszcze wrócę do tych tabletek po krótkiej przerwie bo są łatwe w użyciu i przede wszystkim skuteczne. Po 1,5 miesięcznym użytkowaniu zostało mi prawie 1/3 opakowania, które sumiennie zamierzam wydenkować :) Moja cera nie jest idealna, więc nie liczę, że z dnia na dzień będzie piękna i gładka jak u niemowlaka, natomiast jej stan nie pogorszył się co uważam za najważniejsze, ponieważ kupiłam ten produkt głównie z myślą o włosach.
Jak jest w rzeczywistości?
Na początku nadmienię, że Humavit jest bardziej przyjazny w stosowaniu- wystarczą 4 tabletki dziennie (2 rano i 2 wieczorem), a nie jak to jest np. z Lewitanem gdzie trzeba połknąć aż 12.
Do plusów należy niewątpliwie również fakt, że 250 tabletek można łatwo dostać za ok 13/14 zł w każdej (lub prawie każdej) aptece.
Producent zaleca spożycie po lub w trakcie posiłku.
Produkt zawiera drożdże piwne oraz ekstrakty ze skrzypu polnego i pokrzywy. Krzem zawarty w skrzypie pomaga w utrzymaniu dobrego stanu skóry, włosów i paznokci. Pokrzywa pomaga w zapobieganiu i usuwaniu łupiezu.
Tabletki są stosunkowo małe i łatwe do połknięcia. Smak jest... dość wyrazisty ale nie tak nieprzyjemny jak w wypadku drożdży do picia.
DZIAŁANIE:
Na całe szczęście tabletki okazały się być bardziej skuteczne niż w przypadku tabletek Lewitana. Już po ok. 2 tygodniach używania zauważyłam zmniejszenie wypadania oraz ogólne wzmocnienie. Porost włosów przyspieszył się lecz mogła mieć też w tym udział wcierka Jantar dlatego nie jestem w stanie dokładnie Wam sprecyzować ile w czasie kuracji moje włosy urosły. Na pewno jednak pojawiły się nowe bejbiki a paznokcie na nowo stały się mocne i długie. Na pewno jeszcze wrócę do tych tabletek po krótkiej przerwie bo są łatwe w użyciu i przede wszystkim skuteczne. Po 1,5 miesięcznym użytkowaniu zostało mi prawie 1/3 opakowania, które sumiennie zamierzam wydenkować :) Moja cera nie jest idealna, więc nie liczę, że z dnia na dzień będzie piękna i gładka jak u niemowlaka, natomiast jej stan nie pogorszył się co uważam za najważniejsze, ponieważ kupiłam ten produkt głównie z myślą o włosach.
wtorek, 15 lipca 2014
Gdy włosy odmawiają posłuszeństwa.....
Witam Wszystkich :)
Za oknem piękna pogoda, słońce zachęca do wyjścia z domu, ale jak to zrobić gdy włosy nie chcą z nami współpracować?!
Pogodziłam się już z tym, że o długiej, prostej tafli włosów mogę zapomnieć, nawet więcej- polubiłam moją kręconą czuprynę (chociaż są momenty, że chcę dorwać nożyczki i się na nich zemścić), ubóstwiam je za ich nieprzewidywalność- nigdy nie układają się w ten sam sposób: raz są bardziej kręcone, innym mniej (szkoda tylko, że najczęściej najlepiej wyglądają gdy nie muszę wychodzić i nie stawiam przed nimi żadnych wymagań :)
Jednak są takie dni- szczególnie gdy upał daje się we znaki lub wręcz przeciwnie- gdy za oknem szaro, buro i ponuro i moje włosy wołają o pomstę do nieba: są spuszone, ani proste ani kręcone, ot taka bezładna gęstwina :) Co wtedy zrobić? Najprostszy sposób: związać. Ale są takie sytuacje gdy nie mamy pod ręką gumki a na intensywne poszukiwania czasu brak lub po prostu mamy ochotę wyjść w rozpuszczonych włosach bo tak i koniec :)
W takiej sytuacji możemy podratować się np. odżywkami bez spłukiwania, odrobiną olejku, mgiełki lub nawet wodą, następnie związać je na chwilkę w koczka lub zapleść warkocz, po jakimś czasie rozpuścić i powinno być znacznie lepiej. U mnie ta metoda jest niezawodna i przywraca włosom w miarę jako taki ład. W zimie przed katastrofą dodatkowo uchronią nas czapki. Możemy też posłużyć się wsuwkami (w celu ich lekkiego podpięcia), opaskami itd. Ja tego nie stosuję bo moje włosy nie najlepiej prezentują się upięte zaraz po umyciu, zresztą nie po to tyle czasu poświęciłam na ich mycie i nawilżanie, żeby teraz smętnie chować je w kucyku :)
Za oknem piękna pogoda, słońce zachęca do wyjścia z domu, ale jak to zrobić gdy włosy nie chcą z nami współpracować?!
Pogodziłam się już z tym, że o długiej, prostej tafli włosów mogę zapomnieć, nawet więcej- polubiłam moją kręconą czuprynę (chociaż są momenty, że chcę dorwać nożyczki i się na nich zemścić), ubóstwiam je za ich nieprzewidywalność- nigdy nie układają się w ten sam sposób: raz są bardziej kręcone, innym mniej (szkoda tylko, że najczęściej najlepiej wyglądają gdy nie muszę wychodzić i nie stawiam przed nimi żadnych wymagań :)
Jednak są takie dni- szczególnie gdy upał daje się we znaki lub wręcz przeciwnie- gdy za oknem szaro, buro i ponuro i moje włosy wołają o pomstę do nieba: są spuszone, ani proste ani kręcone, ot taka bezładna gęstwina :) Co wtedy zrobić? Najprostszy sposób: związać. Ale są takie sytuacje gdy nie mamy pod ręką gumki a na intensywne poszukiwania czasu brak lub po prostu mamy ochotę wyjść w rozpuszczonych włosach bo tak i koniec :)
W takiej sytuacji możemy podratować się np. odżywkami bez spłukiwania, odrobiną olejku, mgiełki lub nawet wodą, następnie związać je na chwilkę w koczka lub zapleść warkocz, po jakimś czasie rozpuścić i powinno być znacznie lepiej. U mnie ta metoda jest niezawodna i przywraca włosom w miarę jako taki ład. W zimie przed katastrofą dodatkowo uchronią nas czapki. Możemy też posłużyć się wsuwkami (w celu ich lekkiego podpięcia), opaskami itd. Ja tego nie stosuję bo moje włosy nie najlepiej prezentują się upięte zaraz po umyciu, zresztą nie po to tyle czasu poświęciłam na ich mycie i nawilżanie, żeby teraz smętnie chować je w kucyku :)
czwartek, 10 lipca 2014
Moim zdaniem: odżywki bez spłukiwania, które warto wypróbować
Witam Wszystkich :)
Dziś postanowiłam przedstawić Wam odżywki bez spłukiwania, z którymi miałam do tej pory styczność i z których działania jestem zadowolona.
Odżywki bez spłukiwania w przypadku moich niesfornych włosów pełnią bardzo ważną rolę,a mianowicie potrafią uratować sytuację gdy wstaję rano z fryzurą jak z najgorszego horroru. Wygładzają je i potrafią zniwelować puszenie, które nieraz spędzało mi sen z powiek.
Przechodząc do rzeczy oto produkty które ja lub moi znajomi bardzo sobie chwalą:
Dziś postanowiłam przedstawić Wam odżywki bez spłukiwania, z którymi miałam do tej pory styczność i z których działania jestem zadowolona.
Odżywki bez spłukiwania w przypadku moich niesfornych włosów pełnią bardzo ważną rolę,a mianowicie potrafią uratować sytuację gdy wstaję rano z fryzurą jak z najgorszego horroru. Wygładzają je i potrafią zniwelować puszenie, które nieraz spędzało mi sen z powiek.
Przechodząc do rzeczy oto produkty które ja lub moi znajomi bardzo sobie chwalą:
wtorek, 8 lipca 2014
Lipcowa aktualizacja włosów
Może w tym miesiącu trochę szybciej zabrałam się za aktualizację, ale jak nie dziś to nigdy :) Zauważyłam, że nie robię tego regularnie co miesiąc więc postanowiłam się poprawic i oto przed Wami moje włosy z dzisiejszego dnia.
W dalszym ciągu (po 4 dniowej przerwie) używam wcierki Jantar, ponadto tradycyjnie masek; Bingo spa, Crema al Late, Alterra granat i aloes, odżywek; Garnier Ultra Doux awokado i masło karite, Isana, odżywek b/s: Gliss kur oraz olejki Marion.
Poniżej zdjęcie z dzisiaj (niestety trochę się napuszyły ale to wina kapryśnej pogody i deszczu, który wyszedł mi naprzeciw) :
Oraz dla porównania zdjęcie sprzed dwóch miesięcy, z ostatniego miesiąca oraz z dziś:
W dalszym ciągu (po 4 dniowej przerwie) używam wcierki Jantar, ponadto tradycyjnie masek; Bingo spa, Crema al Late, Alterra granat i aloes, odżywek; Garnier Ultra Doux awokado i masło karite, Isana, odżywek b/s: Gliss kur oraz olejki Marion.
Poniżej zdjęcie z dzisiaj (niestety trochę się napuszyły ale to wina kapryśnej pogody i deszczu, który wyszedł mi naprzeciw) :
Oraz dla porównania zdjęcie sprzed dwóch miesięcy, z ostatniego miesiąca oraz z dziś:
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Recenzja: wcierka Jantar, Farmona
Witajcie,
Tak jak obiecałam przychodzę dzisiaj do Was z recenzją znanej wszem i wobec wcierki Jantar.
Od zawsze byłam sceptycznie nastawiona do tego typu rzeczy, myślałam że włosy zaczną mi się przetłuszczać, że jest to czasochłonne oraz że mój przewrażliwiony skalp na dłuższą metę tego nie zniesie, nic bardziej mylnego!
Wcierka jest mało wydajna, jedna buteleczka-100 ml wystarcza na ok. 3 tygodnie. Nie jest to jednak straszny problem bo można ją dostać za 12, 50 chociażby w drogerii Wispol. Dobrze, że w moim miasteczku jest ten sklep bo słyszałam, że strasznie ciężko dorwać tego typu kosmetyki stacjonarnie. Całe szczęście ja tym razem nie miałam tego problemu.
Utrudnieniem przy stosowaniu tego produktu jest dość nieporęczna szklana buteleczka z mało pomagającym w aplikacji wieczkiem. Poradziłam sobie z tym przelewając zawartość do dozownika i jest o niebo lepiej.
Wcierka zawiera m.in.: ekstrakt z nagietka, rumianku, rozmarynu, szałwii, łopianu, cytryny, bursztynu i wiele innych. Wszystkie te składniki mają za zadanie wzmocnić, tonizować, nawilżyć, nabłyszczyć włosy ( plusem jest to, że nowa wersja nie zawiera alkoholu).
Co do efektów: po pierwsze wysyp baby hair, zahamowanie wypadania (po nieudanej kuracji Lewitanem włosy wypadały mi garściami, a po zastosowaniu wcierki już po kilku dniach wypadanie zmniejszyło się minimum o połowę), początkowo swędziała mnie skóra głowy ale z czasem to minęło, a w ramach rekompensaty dało się odczuć przyjemne mrowienie. Włosy urosły mi nieco ponad 2 cm ( tak twierdzi koleżanka, która dokonywała pomiarów), zaczęły się mniej puszyć i łatwiej rozczesywać.
Wcierkę stosowałam tylko na skórę głowy, codziennie, tak jak zaleca producent. Jedyną wadą może być przyspieszenie przetłuszczania, ale że ostatnimi czasy włosy myję i tak co drugi dzień nie jest to dla mnie zbyt uciążliwe. Już zakupiłam drugą buteleczkę i coś czuję, że od tej pory stanę się prawdziwą wcierkomaniaczką :)
Tak jak obiecałam przychodzę dzisiaj do Was z recenzją znanej wszem i wobec wcierki Jantar.
Od zawsze byłam sceptycznie nastawiona do tego typu rzeczy, myślałam że włosy zaczną mi się przetłuszczać, że jest to czasochłonne oraz że mój przewrażliwiony skalp na dłuższą metę tego nie zniesie, nic bardziej mylnego!
Wcierka jest mało wydajna, jedna buteleczka-100 ml wystarcza na ok. 3 tygodnie. Nie jest to jednak straszny problem bo można ją dostać za 12, 50 chociażby w drogerii Wispol. Dobrze, że w moim miasteczku jest ten sklep bo słyszałam, że strasznie ciężko dorwać tego typu kosmetyki stacjonarnie. Całe szczęście ja tym razem nie miałam tego problemu.
Utrudnieniem przy stosowaniu tego produktu jest dość nieporęczna szklana buteleczka z mało pomagającym w aplikacji wieczkiem. Poradziłam sobie z tym przelewając zawartość do dozownika i jest o niebo lepiej.
Wcierka zawiera m.in.: ekstrakt z nagietka, rumianku, rozmarynu, szałwii, łopianu, cytryny, bursztynu i wiele innych. Wszystkie te składniki mają za zadanie wzmocnić, tonizować, nawilżyć, nabłyszczyć włosy ( plusem jest to, że nowa wersja nie zawiera alkoholu).
Co do efektów: po pierwsze wysyp baby hair, zahamowanie wypadania (po nieudanej kuracji Lewitanem włosy wypadały mi garściami, a po zastosowaniu wcierki już po kilku dniach wypadanie zmniejszyło się minimum o połowę), początkowo swędziała mnie skóra głowy ale z czasem to minęło, a w ramach rekompensaty dało się odczuć przyjemne mrowienie. Włosy urosły mi nieco ponad 2 cm ( tak twierdzi koleżanka, która dokonywała pomiarów), zaczęły się mniej puszyć i łatwiej rozczesywać.
Wcierkę stosowałam tylko na skórę głowy, codziennie, tak jak zaleca producent. Jedyną wadą może być przyspieszenie przetłuszczania, ale że ostatnimi czasy włosy myję i tak co drugi dzień nie jest to dla mnie zbyt uciążliwe. Już zakupiłam drugą buteleczkę i coś czuję, że od tej pory stanę się prawdziwą wcierkomaniaczką :)
czwartek, 26 czerwca 2014
Jak nie dać się zwariować przy zakupie kosmetyków ?
Której z nas nie zdarzyło się iść na zakupy tylko po odżywkę a wyjść z dwiema siatkami kosmetyków? Oj sama dobrze to znam, na początku włosomaniactwa chciałam mieć wszystkie odżywki i maski zachwalane w blogosferze, mało tego- gdzie była jakaś promocja, tam też zawsze byłam ja. Skutkiem tego była cała tona kosmetyków, której nie miałam kiedy ani jak zużyć, marnowałam pieniądze i kosmetyki, które po miesiącach stania na półce nie doczekały się swojej kolejki.
W "ogarnięciu" sytuacji pomogło mi kilka zasad, bez których dziś nie wyobrażam sobie pójścia na zakupy kosmetyczne:
1. Robiłam listę czego aktualnie potrzebuję i mimo wielkiej pokusy staram się kupować tylko to co sie na niej aktualnie znajduje.
2. Gdy nie mogłam się zdecydować na jakąś konkretną maskę czy odżywkę sprawdzałam opinie innych dziewczyn oraz w miarę możliwości składy i dopiero wtedy udawałam się do drogerii.
3. Nauczyłam się nie nabierać na przechwałki producentów typu "bez naszej odżywki wypadną ci włosy" :)
4. Zamiast wierzyć reklamom przyswoiłam podstawowe składniki kosmetyków, chociaż mam jeszcze sporo do nauczenia ( pomocny jest w tym choćby Wizaz, np. TUTAJ ), dzięki temu nie znajdzie się nagle tona kosmetyków bez których moje włosy na pewno będą okropne i wiem które produkty będą dla mnie najlepsze.
5. Na okazje staram się nie nabierać, chociaż w dalszym ciągu mam z tym problem gdy widzę kosmetyk przeceniony o połowę, no cóż nikt nie jest idealny. Jeżeli kupuję coś z promocji to tylko gdy kończy mi się dany produkt i tylko taki, który wiem, że jest odpowiedni dla moich włosów i wiem, że nie będą to pieniądze wydane na darmo. No chyba, że od dawna chcę mieć jakis produkt i akurat jest na promocji.
6. Często organizuję zakupy grupowe przez internet, bo wtedy można dużo zaoszczędzić, ale robię to tylko gdy mam deficyt wielu produktów kosmetycznych, które nie będą gniły na półce.
Niby zasady są proste i oczywiste dla wszystkich, ale z ich realizacją jest gorzej, szczególnie gdy nagle potrzebujemy jakiś produkt lub ot tak z nudów wejdziemy do drogerii. Nie jedna z nas została pochłonięta i przepadła na wiele godzin, za to wróciła z okaźnym łupem. Dlatego bądźcie silne :)
![]() |
W "ogarnięciu" sytuacji pomogło mi kilka zasad, bez których dziś nie wyobrażam sobie pójścia na zakupy kosmetyczne:
1. Robiłam listę czego aktualnie potrzebuję i mimo wielkiej pokusy staram się kupować tylko to co sie na niej aktualnie znajduje.
2. Gdy nie mogłam się zdecydować na jakąś konkretną maskę czy odżywkę sprawdzałam opinie innych dziewczyn oraz w miarę możliwości składy i dopiero wtedy udawałam się do drogerii.
3. Nauczyłam się nie nabierać na przechwałki producentów typu "bez naszej odżywki wypadną ci włosy" :)
4. Zamiast wierzyć reklamom przyswoiłam podstawowe składniki kosmetyków, chociaż mam jeszcze sporo do nauczenia ( pomocny jest w tym choćby Wizaz, np. TUTAJ ), dzięki temu nie znajdzie się nagle tona kosmetyków bez których moje włosy na pewno będą okropne i wiem które produkty będą dla mnie najlepsze.
5. Na okazje staram się nie nabierać, chociaż w dalszym ciągu mam z tym problem gdy widzę kosmetyk przeceniony o połowę, no cóż nikt nie jest idealny. Jeżeli kupuję coś z promocji to tylko gdy kończy mi się dany produkt i tylko taki, który wiem, że jest odpowiedni dla moich włosów i wiem, że nie będą to pieniądze wydane na darmo. No chyba, że od dawna chcę mieć jakis produkt i akurat jest na promocji.
6. Często organizuję zakupy grupowe przez internet, bo wtedy można dużo zaoszczędzić, ale robię to tylko gdy mam deficyt wielu produktów kosmetycznych, które nie będą gniły na półce.
Niby zasady są proste i oczywiste dla wszystkich, ale z ich realizacją jest gorzej, szczególnie gdy nagle potrzebujemy jakiś produkt lub ot tak z nudów wejdziemy do drogerii. Nie jedna z nas została pochłonięta i przepadła na wiele godzin, za to wróciła z okaźnym łupem. Dlatego bądźcie silne :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




